
"Wielkanocna parada" to historia dwóch sióstr, Sarah i Emily, ciągnąca się od lat 30-stych po siedemdziesiąte. Miała być chyba ilustracją tezy o druzgoczącym wpływie rozwodu rodziców na psychikę człowieka. Życie obydwu kobiet toczy się według różnych scenariuszy, co jeden to gorszy i zapewniający mniej satysfakcji. Sarah spełnia się w roli żony damskiego boksera i matki trzech jego klonów. Emily twórczo rozwija pojęcie seryjnej monogamii. Choć początkowo wybór modelu życia i kolejnych partnerów wydaje się przypadkowy, kobieta stopniowo wsiąka w taki tryb życia, póki nie staje się (oczywiście) za późno.
Po książkę Yatesa sięgnęłam z inspiracji Młodej Pisarki i początkowo byłam skłonna podpisać się pod jej mało entuzjastyczną oceną. Książka, mimo, że czyta się ją szybko, jakoś mnie nie zaangażowała. Bohaterki przypominały mi papierowe lalki poruszane podmuchami wiatru (być może taki efekt był zamierzony i miał być dowodem na ich okaleczoną psychikę). Słowem - czytadło.
Jednak bliżej końca, gdy autor wyczerpał już do dna schemat "niezależnie od wyboru drogi zyciowej, życie kobiety jest pasmem nieszczęść", zrobiło się nieco ciekawiej. Zafrapował mnie wątek reakcji jednej z sióstr na przemoc domową w rodzinie drugiej, a przede wszystkim - kwestia losu ludzi starszych (niekoniecznie starych, tylko powiedzmy- po 50-tce). Możliwe warianty ich losu to: utrata pracy, dom opieki (często), alkoholizm, samotność, opuszczenie... W stosunkowo dobrej sytuacji są tylko ci, którzy dysponują sporą ilością pieniędzy. American dream najwyraźniej miał swoja granicę wiekową.
Książka może nie jest stuprocentowym pewniakiem czytelniczym, ale myślę, że można dać jej szansę. Warto docenić tę solidną powieść psychologiczno-obyczajową, a nie tylko narzekać, że mogłaby być jeszcze lepsza;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz