piątek, 22 kwietnia 2011

Hidden Lives - Margaret Forster


Myślę, że się zakochałam. Choć jak to bywa wiosną, ta miłość pewnie szybko wyparuje, zwłaszcza, że chodzi TYLKO o książkę.
A mowa o "Hidden Lives" Margater Forster, autorki dość skąpo tłumaczonej na polski (zaledwie 3 książki wydane w serii KIK, i to niekoniecznie te najlepsze), zadeklarowanej feministki, która z w swoich powieściach z upodobaniem dokonuje wiwisekcji rodziny. Nie stroni także od tematów biograficznych, zwłaszcza biografii słynnych kobiet.
"Hidden lives" to literatura faktu szczególnego rodzaju, dotyczy bowiem rodziny autorki, a konkretnie kobiet z tejże rodziny: babki Margaret Ann (ur. w 1869), matki Lilian (ur. w 1901) i jej sióstr, oraz samej Margaret F. (ur. w 1938). Daty urodzenia w nawiasach wrzuciłam nieprzypadkowo. W założeniu bowiem "Hidden Lives" to nie tylko rodzinne rozdrapy (bo nie jest to żadna grzeczna, podnosząca na duchu historia, oj nie), ale także podróż przez życie i sytuację kobiet na przestrzeni prawie stu lat. Autorka, przy okazji snucia rodzinnych opowieści chce obalić tezę, że życie kobiet na przestrzeni lat wcale się nie zmienia, i ich sytuacja jest wciąż zła, a światełka w tunelu nie widać. Co innego widać na przykłądzie jej rodziny. Inaczej wyglądało życie Margaret Ann- nieślubnego dziecka i służącej, której udało się osiągnąć awans społeczny za cenę rozstania z najstarszą, nieślubną córką. Matka autorki - Lilian, wprawdzie mogła zdobyć wykształcenie i przez dłuższy czas odnosić sukcesy zawodowe, chęć posiadania dzieci sprawiła , że skończyła jako kura domowa z depresją. Sama Forster (absolwentka Oksfordu a następnie nauczycielka i pisarka) pokierowała swoim życiem bardziej świadomie, nie tylko dzięki ogromnej ambicji i detrminacji, ale także dlatego, że życie kobiet nieprzerwanie zmieniało się na lepsze.

Życie to jednak nie klocki lego, a autor może sobie pisać ile chce, a czytelnik wyczyta to, co mu akurat pasuje. Po lekturze bowiem miałam nieco inne wrażenie, niż to które chciała przekazać Forster. A mianowicie takie, że ludziom (nie tylko kobietom) może żyje się coraz lepiej, mentalność się zmienia, ale w każdych historycznych dekoracjach ludzie maja jakieś pole wyboru, i niektórzy z niego korzystają (jak Margaret Ann i jej wnuczka), a inni poddają bitwę za bitwą, nawet przed jej rozpoczęciem. Tak robiła Lilian - dla mnie centralna postać książki. Bardzo nieszczęśliwa osoba, którą jej córka uważa za ofiarę systemu, choć przyczyny, moim zdaniem, w większości tkwiły w niej samej.
Dla Forster była niezwykle ważną osobą, także dlatego, że zbudowała swoje własne życie na staraniach, żeby być antytezą własnej matki. Siłą rzeczy poświęcała jej wiele swojego czasu i myśli, a efekt tego mamy w "Hidden Lives", gdzie dokonuje bolesnej wiwisekcji jej osoby, także jej własnego, zmieniającego się stosunku do niej. Jest to opowieść bolesnie szczera zarówno, jeśli chodzi o osobę matki, jak i córki, która nie ukrywa wielu swoich negatywnych uczuć.
Czasami łapałam się na tym, że Forster przesadza, niemal zawsze interpretując fakty na niekorzyść Lilian. Nie przekroczyła jednak granicy, za którą jest juz tylko niesmak. Raczej smutek, że tak bardzo się od siebie oddaliły (także ze względu na ekstremalna różnicę charakteru), ze nigdy do końca się nie zrozumiały (Forster ma z tym problemy także wiele lat po śmierci matki), że matka tak bardzo ukształtowała się wg cudzych wzorców, że zupełnie zagubiła siebie. Zapewne obydwie kobiety pogodzić i zrozumieć mogłyby się dopiero w zaświatach (w które zresztą Forster, córka gorliwej anglikanki, nie wierzy).
Widać, że temat matki to nie do końca zabliźniona rana (zupełnie inaczej bowiem relacjonuje, znaną tylko z drugiej ręki, histrię swojej babci). Zresztą może rana to złe słowo - te wczesne lata mocno autorkę naznaczyły, nie tylko w negatywnym sensie - także zdefiniowały jej zainteresowania literackie (w linkach wrzuciłam link do recenzji jednej z książek wydanej po polsku- z centralną postacią bardzo przypominająca Lilian), jak i społeczne (feminizm).

Wartość tej książki polega na tym, że bardzo głęboko wchodzi w życie "podstawowej komórki społecznej", dzięki temu nawet, jeśli nasz bagaż rodzinny był inny, myślę, że łatwo będzie znaleźć materiał do przemyśleń, który można odnieść do swojego życia. Acha - nie ma w tej historii żadnych ewidentnych patologii (choćby molestowania seksualnego czy przemocy)- to uwaga dla tych, których taka tematyka odstrasza.
Oprócz tego - "Hidden Lives", ujawniła u mnie skłonność podglądackie. Gdy tylko dowiedziałam się, że Forster napisała również kontynuację "Precious Lives", poświęconą w większości ojcu, już zaczęłam sobie ostrzyć zęby na kolejną wiwisekcję.

Ksiażkę świetnie się czyta. Naszpikowana jest detalami z życia codziennego klasy robotniczej w jej rodzinnym Carlisle - szczegółami topograficznymi, opisami szkół, wakacji, wizyt u lekarza... Autorka wręcz maluje słowem, a robi to tak zręcznie, że po lekturze mamy przed oczami obrazy z książki.
Notka pewnie nie jest specjalnie zachęcająca, nie bardzo wiedziałam z której strony ugryźć temat. Pewnie, gdybym poleciała schematem: saga rodzinna/tajemnica (ostatecznie która rodzina nei ma tajemnic?), byłabym bardzie skuteczna w reklamowaniu książki:).
Jednak nawet, jeśli moja opinia nie zachęca, jeśli kiedyś ten biały kruk wpadnie wam w ręce, dajcie mu szansę:).

Ciekawe linki na temat autorki u mnie na blogu. Zapraszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz