Dawno, dawno temu, w pięknym domu wśród bezkresnych torfowisk Yorkshire żyły dwie siostry-uparta, wyniosła Frances o ostrych rysach i lodowatych, błękitnych oczach, oraz młodsza od niej potulna, złotowłosa piękność, Victoria. W sąsiedniej rezydencji mieszkał zaś przystojny potomek najbogatszego rodu w okolicy, gotów pojąć swą wybrankę za żonę, by żyć z nią długo i szczęśliwie.
Brzmi znajomo, nieprawdaż? „Dom sióstr” Charlotte Link nie jest jednak baśnią o udręczonym przez okrutną starszą siostrę szlachetnym Kopciuszku, choć relację między dziewczętami istotnie trudno nazwać poprawną, a miłość do tego samego mężczyzny poróżni je na zawsze, prowadząc d tragicznego finału. Szybko okazuje się jednak, że rumianolice ślicznotki czasem wyrastają na zrzędliwe nudziary, „królewicz” wcale nie znosi wojennych trudów bez szwanku, a pełen rodzinnego ciepła dom może stać się więzieniem.
Czytelnik poznaje bowiem Westhill House wiele lat po śmierci Frances Gray, gdy przeżywająca kryzys małżeński para niemieckich adwokatów postanawia zaszyć się na zacisznym odludziu, by ratować swój związek. Plany spędzenia Bożego Narodzenia w sielskiej atmosferze pełzną na niczym, gdy niespodziewana śnieżyca odcina ich od świata, pozbawia prądu i ogrzewania. Szperając we wszelkich zakamarkach w poszukiwaniu czegoś, co ułatwiłoby im przetrwanie, Barbara przypadkowo natyka się na zapiski byłej pani domu, które już wkrótce przenoszą ją do Anglii z początków dwudziestego wieku, gdzie klasa robotnicza coraz silniej buntuje się przeciw społecznym podziałom, sufrażystki zaciekle walczą o prawo głosu, pierwsza wojna światowa już czai się na horyzoncie, a młodziutka Frances opuszcza ukochany dom i wyrusza do Londynu, by ku utrapieniu rodziców świadomie poszukiwać swej życiowej drogi.
Panna Gray, bo to ona jest główną bohaterką powieści, okazuje się pełną temperamentu dziewczyną niezważającą na konwenanse. Czerpiąc z życia garściami i nie uginając się przed czekającymi ją wyzwaniami, doznaje rozczarowań, ale i sama sprawia zawód rodzinie, łamie serca, ale i cierpi z powodu niespełnionej miłości. Uczy się podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje, przeżywa pierwsze bolesne straty. Na oczach czytelnika dojrzewa, staje się człowiekiem z krwi i kości, który czasem postępuje szlachetnie, a czasem karygodnie, ale zawsze w zgodzie ze sobą. Jako w pełni samodzielna i odpowiedzialna za siebie kobieta znacznie wyprzedza swą epokę, nierzadko płacąc za to niezrozumieniem czy wręcz potępieniem.
Victoria stanowi zupełne przeciwieństwo siostry. Uległa, pozbawiona własnego zdania, doskonale wpasowuje się w rolę uroczej panienki z dobrego domu czy oddanej żony. Z przyjemnością czyni to, czego się od niej oczekuje, więc nie przysparza rodzinie zgryzot, lecz, otoczona bezgraniczną miłością, nigdy tak naprawdę nie dojrzewa, a przed życiowymi zakrętami kryje się w opiekuńczych ramionach ojca.
Diametralnie odmienne osobowości, niezrozumienie, zazdrość o względy rodziców i ukochanego doprowadzają do nieskrywanej nienawiści między siostrami. Westhill Farm staje się areną walki, której konsekwencje mają wpływać na ludzkie losy jeszcze długo po śmierci Frances i Victorii.
Choć zagłębianie się w ten misternie skonstruowany świat ma niezaprzeczalny urok, moja wrodzona nieufność kazała mi węszyć literacki podstęp. Podczas lektury odniosłam bowiem wrażenie, iż powieść wprost naszpikowana jest warsztatowymi trickami rodem z kursów creative writing, sprytnie wykorzystanymi przez doświadczoną pisarkę (niespełna pięćdziesięcioletnia autorka ma na koncie 23 książki!), by przykuć uwagę czytelnika. Zgodnie z zasadą „dla każdego coś miłego”, zarysowane momentami zbyt oględnie tło historyczne gęsto przetykane jest więc wzmiankami o: traumach wojennych, wpływie emancypacji kobiet na kondycję współczesnych związków, a młodzieńczych kompleksów na późniejsze życie, przemocy w rodzinie, zaburzeniach odżywiania, alkoholizmie, uśpionej seksualności dojrzałych kobiet, samobójstwach z miłości, społecznym postrzeganiu staropanieństwa… Psychologiczne zacięcie pani Link i jej zamiłowanie do dramatycznych zwrotów akcji chwilami niebezpiecznie upodabniają opowiadaną historię do scenariusza „Mody na sukces”, a indywidualizacja języka postaci wyraźnie kuleje („To jakaś ukartowana gra”[1]-krzyczy w chwili wzburzenia kobieta z nizin społecznych). Trzeba jednak przyznać, że wątki połączone są zgrabnym literackim ściegiem, a autorce udała się nie lada sztuka-stworzyła galerię barwnych, pełnokrwistych postaci, ani jednoznacznie dobrych, ani złych. Unikając banalnego happy endu, a ocenę ich postępków pozostawiając czytelnikowi, ukazała, jak na swój sposób próbują utrzymać równowagę, gdy bezpieczny świat usuwa im się spod nóg, jak odkrywają w sobie coś, „o czym nikt nie wie, co być może objawia się tylko w tej jednej chwili, gdy odpadają (…) zewnętrzne warstwy. W chwili wielkiego smutku. Zwątpienia. Tęsknoty. Albo w chwili miłości”[2].
Pomijając niewątpliwe zalety tej książki jako pasjonującego wakacyjnego czytadła, być może właśnie dlatego warto ją przeczytać-by sprawdzić, do której z sióstr nam bliżej. Wejdźcie więc do ich domu i rozgoście się!
Ja byłem na przedstawieniu teatralnym pod tym tytułem. Chętnie sięgnę po książkę...
OdpowiedzUsuń