
W wakacje udało mi się przeczytać "Zapomniany ogród" autorstwa Australijki Kate Morton.
Ponieważ tamta książka bardzo mi się podobała, sięgnęłam teraz po "Dom w Riverton" i... z przykrością stwierdzam, że nie zadziałało tu prawo serii.
Osią historii jest tu samobójstwo znanego (fikcyjnego) poety- R.S. Huntera, które miało miejsce w 1924 w posiadłości Riverton. Świadkami były dwie siostry Hartford- właścicielki posiadłości. Jednak oficjalna wersja wydarzeń niekoniecznie musi być prawdziwa.
W 1999 jedyny żyjący (aczkolwiek już jedną nogą w grobie) świadek tamtych wydarzeń - Grace Bradley- wówczas służąca w Riverton, zaczyna nagrywać swoje wspomnienia. Te nagrania to swoisty testament, a jednocześnie dar dla ukochanego wnuka- pisarza, przechodzącego poważny kryzys życiowy. Ciąg dalszy- tutaj.
Szkoda, że ta książka nie okazała się taka dobra jak Zapomniany ogród. Mimo to, a może właśnie dzięki twojej recenzji postaram się przeczytac jeśli tylko znajdę w bibliotece. Twoja recenzja jest ciekawa (przeczytałam całą na blogu, ale pisze tutaj) i mam ochotę sprawdzic czy mi się ta książka spodoba.
OdpowiedzUsuńMakneta, każda ksiażka ma "swojego" czytelnika:).
OdpowiedzUsuńMoże "Dom.." mnie nie zachwycił, ale doceniam jego zalety i wcale mnie nie dziwi, że są czytelniczki, które przyznają mu wysokie noty:).
a co to jest "snuj"? ]:->
OdpowiedzUsuńktoś kto się snuje? interesuje mnie etymologia tego słowa
;-)
Wg moich informacji "snuj" jest potocznym określeniem bohatera polskiego kina +/- z lat 70 (kino moralnego niepokoju), który zamiast dzialać zajmował czas ekranowy snuciem się i przewalaniem z kąta w kąt. Nie ja to wymyśliłam w każdym razie:).
OdpowiedzUsuń