Magda Szabo to moje odkrycie ostatnich lat, dokonane zresztą dzięki inspiracji blogowej.
Przy każdej kolejnej notce ronię gorzkie łzy, że autorka nie jest wznawiana i nie zapowiada się, żeby coś jeszcze z jej bogatego dorobku zostało przetłumaczone na polski. Gdyż niezależnie od tego, czy weźmie się za powieść młodzieżową, psychologiczną, czy historyczną sagę rodzinną, zupełnie od niechcenia deklasuje konkurencję, głównie przez to, że trudno potem o jej książkach zapomnieć.
Konstrukcja "Fresku" osnuta jest wokół pogrzebu. Na "ostatnie pożegnanie" Edit, od wielu lat chorującej na schizofrenię żony kalwińskiego pastora zjeżdża się cała rodzina. Także jej izolująca się od rodziny matka, a przede wszystkim córka Annuska. Skonfliktowana z ojcem dziewczyna dziewięć lat wcześniej uciekła z domu, jej ponowne pojawienie się doprowadzi do wyciągnięcia z rodzinnych szaf wszystkich zetlałych szkieletów. Słowem - będzie się działo.
Narracja "Fresku" jest bardzo specyficzna, autorka oddaje głos kolejno wszystkim bohaterom, także tym drugo- i trzecioplanowym. Wiele sytuacji możemy oglądać z kilku punktów widzenia. Powoli wyłania się obraz całości, dowiemy się kim była tak naprawdę Annuska - dzieckiem z piekła rodem czy może węgierską Anią z Zielonego Wzgórza, dlaczego uciekła z domu, kto ją kochał, a kto nienawidził...
Książka, choć daleko jej do idyllicznej, jest najbardziej pogodna ze wszystkich psychologicznych utworów Szabo. Promykiem słońca jest tu chyba miłość rodzicielska, choć nie zawsze rodzicielstwo to ma wymiar biologiczny...
Zazwyczaj przy okazji współczesnych (czyli rozgrywających się w latach 50-60-tych) książek tej autorki, narzekam na niezbędną dawkę propagandy, którą posypuje każde kolejne danie. Tym razem, o dziwo, nie było tego problemu! Co więcej dwie najbardziej negatywne postaci, to komuniści (młodzieżowy działacz i pastor-patriota- zbieżność nazwy z księżmi patriotami nieprzypadkowa). Przypuszczam, że musiała wykorzystać chwilę nieuwagi cenzury:).
Pisałam już przy okazji "Świniobicia", że autorka ma dość specyficzne podejście do psychologii postaci. Nie ma u niej np. prostego przełożenia : traumatyczne dzieciństwo=zwichrowany charakter w życiu dorosłym. Natomiast postaci dzielą się wyraźnie na te o skłonności do złego lub dobrego. Po "Fresku", poświęconym bądź co bądź rodzinie pastora, zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest to przypadkiem spowodowane faktem, że autorka sama jest kalwinką. Może to jakieś echa teorii predestynacji?
Polecam tę książkę, a przede wszystkim polecam zapoznanie się z twórczością autorki:).
Źródło zdjęcia (allegro)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz