
"Trafiona- zatopiona" to kolejne trofeum z ostatniej wizyty w Dedalusie, i po lekturze stwierdzam, że wcale się nie dziwię, że powieść znalazła się w ofercie właśnie tej sieci (specjalizującej się w tzw. taniej książce). Nie znaczy to, że chcę powiedzieć, iż jest to pozycja kiepska, wprost przeciwnie. Ta historia czterech mieszkańców stolicy, dla których powódź stanie się punktem zwrotnym w ich smętnych żywotach, jest precyzyjnie skonstruowana, nienagannie napisana (co za ulga, czytam, i nic mi nie "zgrzyta"). Autorka mogłaby się stać pogromczynią list bestsellerów, ale niestety postanowiła iść własną drogą. Brak w tej książce tzw. słodzenia. Jeśli szukamy tu pocieszenia i odskoczni od rzeczywistości- srodze się rozczarujemy, autorka idealnie odwzorowuje rzeczywistość, nie oferuje łatwych rozwiązań. Nawet pozytywne zmiany, które nastąpią w życiu bohaterów, to raczej lekkie przesunięcie akcentów. A nastąpią one nie w wyniku interwencji Opatrzności, a dlatego, że biedne, zabiegane ludki znajdą chwilę, żeby pomyśleć o swoim życiu. Słowem - mały realizm. Autorka wzięła sobie do serca klasyczną formułę Stendhala ("Powieść to zwierciadło przechadzające się po gościńcu").
Dlatego też nie dziwi mnie ten Dedalus. Zresztą - żadna to ujma, gdyż książka leży sobie tam w naprawdę dobrym towarzystwie. Natomiast myślę, że kolejnej nie czeka taki los, a to dlatego, że autorka zaprzęgła swój zmysł obserwacyjny i pisarską technikę do... kryminału ("Kobieta bez twarzy"). A kryminały to jak wiadomo, to nisza, gdzie pisarze mogą poszaleć i opisywać sobie rzeczywistość (a nie tylko bawić się w dotulanie, podawanie chusteczek czytelniczkom, albo w formalne eksperymenty). Dlatego też transfer pisarki na to literackie poletko był zapewne bardzo dobrym pomysłem. Kiedyś sprawdzę, czy moje przeczucia są trafne, na razie polecam wyprawę do Dedalusa:).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz