czwartek, 4 sierpnia 2011

"Oczyszczenie" Sofi Oksanen


Jakiś czas temu bardzo spodobała mi się książka Ismaila Kadare. Potem z pewną przykrością obserwowałam, jak kolejnym blogowym czytelniczkom podobała się nieco mniej, albo wcale. Teraz będzie kolejny dowód na to, że jestem książkowy mutantem i mam dziwny gust. Przeczytałam powszechnie chwalone "Oczyszczenie" Sofi Oksanen i owszem, obiektywnie przyznaję, że książka jest niezła. Subiektywnie jednak - spłynęła po mnie jak woda po kaczce.
Zastanawiałam się dlaczego- otóż książka składa się z 3 wartstw:
- rodzinnej tragedii, połączonej z wątkiem winy i kary
- motywowi "kobieta w ekstremalnych czasach", a konkretnie temu, ze kobiety w trudnych czasach maja przerąbane, ostatecznie to właśnie one są zazwyczaj ofiarami gwałtów
- parszywa rzeczywistość w wojennej i sowieckiej Estonii.
Otóż mam wrażenie, że dwie wartstwy ogólne deprecjonują winę bohaterki (czy bohaterek, ale najbardziej chodzi tu o jedną), o której mowa w wątku osobistym, a przez to jakby unieważniają cały ten wątek. Cenię historie z moralnymi dylematami, ale tu jest ona roztopiona w ogólnohistorycznym bagienku, przez co odpowiedzialność bohaterki się rozmywa... i robi się z tego po prostu historia o strasznych czasach albo przekleństwie bycia kobietą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz